Czym jest strach i lęk potocznie?

Czym jest strach i lęk potocznie? „Nie bój się, wszystko będzie dobrze”. Te słowa z pewnością słyszał każdy z nas. Przed ważnym egzaminem, przed długo oczekiwaną randką. Nie wiemy co nas czeka i już „z wyprzedzeniem” denerwujemy się. „Bałem się o Ciebie, tak długo nie wracałeś” – to kolejny przykład używania w mowie potocznej wyrażenia opisującego strach. Następny : „Ale się wystraszyłem”. Czym jest więc dla nas strach? Każdemu z pewnością kojarzy się z czymś nieprzyjemnym, ze stanem organizmu w którym czujemy się zdenerwowani, pobudzeni. Opisując lęk często użyjemy tych samych słów i wyrażeń. Człowiek lękliwy znaczy dla innych to samo co człowiek strachliwy. Wyrażenia przytoczone wyżej, zastąpić możemy równie dobrze słowami: „Nie lękaj się…”, czy „Lękałem się o Ciebie…”. Starsi ludzie często mówią jeszcze w ten sposób. Powstaje więc pytanie, czy strach i lęk to to samo? Czy możemy używać tych słów naprzemiennie? Czy może w mowie potocznej znaczenie tych dwóch określeń zostało niesłusznie zrównane? Psychologowie i psychiatrzy określają strach jako negatywną emocję. Emocja ta ma, wg nich, charakter wrodzony. Pojawia się w sytuacjach realnego zagrożenia. Inaczej ujmując, strach pojawia się tylko w sytuacjach zagrożenia, które jest definiowane jako realne – widzialne, słyszalne, odczuwalne niebezpieczeństwo. Ponadto, każdy z nas inaczej reaguje w chwili zagrożenia, inaczej odczuwa i przeżywa strach. Reakcja ta jest wrodzona. Reagujemy w określony sposób nie kontrolując do końca tej reakcji. Gdy tylko niebezpieczeństwo mija i nie ma negatywnych skutków jego pojawienia się, strach znika. Gdy działanie szkodliwego bodźca trwa dłuższy czas, przeżywanie strachu nasila się i rozwija. Przezywanie strachu jako emocji rozwija się i kształtuje wraz z wiekiem U niemowlęcia występuje najpierw reakcja onieśmielenia, która stopniowo przechodzi w strach. Dziecko zaczyna krzyczeć, płakać, zasłaniać oczy i odwracać się. Z czasem objawy te łagodnieją lub zanikają, jak np. ustępuje zasłanianie oczu.

Zdrowie a środowisko pracy

Zdrowie a środowisko pracy Temat dotyczący przyjaznego środowiska pracy, takiego w którym pracownik będzie czuł się dobrze, nie będzie odczuwał stresu jest poruszany już od jakiegoś czasu. Czy to, jak wygląda nasze środowisko pracy naprawdę aż tak wpływa na nasze zdrowie, samopoczucie a zarazem na wydajność naszej pracy? W pracy spędzamy sporą część swojego życia tak więc warunki w jakich pracujemy mogą korzystnie bądź negatywnie wpływać na stan naszego zdrowia o czym wiedziano już w siedemnastym wieku kiedy to włoski lekarz ukazał zależności pomiędzy wykonywaną pracą a występującymi chorobami. Wiadomo że naszym najgorszym wrogiem jest stres którego na co dzień w pracy mamy nie mało jednakże na różnych stanowiskach występują różne czynniki które mogą spowodować kłopoty ze zdrowiem. Jakie to czynniki? Na przykład są to zmienne warunki atmosferyczne. Ludzie pracujący na otwartej przestrzeni, na przykład w budownictwie są narażeni na zmiany pogody a co za tym idzie narażeni są na różnorakie wirusy. Kolejnym czynnikiem może być wymuszony rytm pracy czy niewygodna pozycja ciała przy pracy. Być może wydaje nam się to nieistotne w jaki sposób, w jakiej pozycji spędzamy większą część dnia będąc w pracy ale osoby które pracują na przykład w biurze gdzie najczęściej cały dzień spędzają przy biurku powinny zwrócić uwagę na pozycję ciała gdyż w późniejszym czasie może ona negatywnie odbić się na ich zdrowiu. Mówiąc o wymuszonym rytmie pracy, warto zwrócić uwagę na przykład na pracowników którzy pracują na produkcji gdzie ich praca jest monotonna, jednostajna, często w pozycji stojącej, co też może odbić się na ich zdrowiu. Wymienione wyżej czynniki są niebezpieczne, w późniejszym czasie mogą odbić się bardzo negatywnie na naszym zdrowiu jednak są bardziej szkodliwe czynniki zawodowe takie jak na przykład różne trucizny przemysłowe które mogą znajdować się w pomieszczeniu pracy czy na przykład hałas. Czasami dane czynniki kumulują się i mogą jeszcze bardziej wpływać i potęgować negatywny wpływ na nasz stan zdrowia.

W zdrowym ciele, zdrowy duch!

W zdrowym ciele, zdrowy duch! Jak często będąc dziećmi słyszeliśmy to łacińskie stwierdzenie? Pewnie wiele razy. Jednak czy w dorosłym życiu stosujemy się do tej tezy? Czy ruch rzeczywiście ma tak duży wpływ na nasze zdrowie, na prawidłowe funkcjonowanie organizmu a i również na nasz umysł? Jak się okazuje, ruch jest naszym sprzymierzeńcem. Niestety, nie zawsze mamy na niego czas, a to błąd. Powinniśmy znaleźć taką formę ruchu która by nam odpowiadała. Może to być jazda na rowerze, pływanie, spacer, gra w tenisa czy wiele innych. Każdy jest w stanie znaleźć coś dla siebie. Co ważne ruch nie tylko wpływa na nasza kondycje fizyczną, na nasze zdrowie, sylwetkę ale i również na stan naszego umysłu co jest udowodnione naukowo. Po pierwsze, podczas ruchu dostarczamy do naszego mózgu więcej tlenu, powodujemy również jego lepsze ukrwienie. Naukowo udowodnione jest również to, że ruch powoduje zmniejszenie naszej agresji, czy nawet potrafi być lekiem na depresję. Dzięki sprawności fizycznej lepiej postrzegamy siebie, jesteśmy dla siebie mniej krytyczni. Jak widać, powinniśmy wiec znaleźć chociaż odrobinę czasu na ruch aby czuć się lepiej, być zdrowszym. Sport może rozładować nasz stres, napięcie. Ruch dostarcza nam endorfin przez co czujemy się szczęśliwsi, odprężeni. Jak się więc okazuje często powtarzane w dzieciństwie przysłowie okazuje się nie być tylko pustym frazesem. Aby czuć się zdrowo warto uprawiać sport, ruszać się! Można zacząć robić to stopniowo, nie drastycznie a małymi krokami. Wystarczy codzienny krótki spacer a od razu poczujemy się lepiej! Ruch to świetna obrona przed chorobą oraz przytłaczającymi myślami.

Strata – dlaczego boli?

Strata - dlaczego boli? Dla melancholików wszystko naznaczone jest stratą. Negują oni istnienie świata i samych siebie. Nic nie ma sensu, ani ich życie, ani otaczające ich przedmioty czy zjawiska. Słowa w ich oczach nic nie znaczą, tworzą one fikcyjną rzeczywistość – maskę przekrywającą pustkę. Skąd wzięła się ta pustka? Tego osoba cierpiąca na melancholię nie może wiedzieć, bo gdyby wiedziała, nie byłaby chora. A melancholicy to ci, którzy nigdy nie odnajdą straty. Niewysłowiony smutek nie odstępuje ich na krok, nieustannie towarzyszy im uczucie pustki. „Nic, które boli” (Pessoa) daje o sobie wciąż znać, ono wpływa na to, w jaki sposób odbiera siebie i całe otoczenie urodzony w cieniu Saturna. Coś sprawia, że malancholik czuje się w środku pusty, a przez to niezdolny do normalnego życia, widzący wszystko w czarnych kolorach. W przeszłości ulokowana jest strata, której nie da się nazwać, w przyszłości nie może się stać już nic dobrego, ponieważ nic nie może zrekompensować doznanej straty, na wszystko jest już za późno. Egzystencja jest pusta. Pustka jest wszechobecna. Doznać jej możemy wzrokiem, gdy zauważamy pustkę w przestrzeni świata, i słuchem, kiedy doświadczamy ciszy (z największą ciszą bez wątpienia obcują ludzie głusi, z ciszą, której słyszący nigdy nie pojmą). Pustka przestrzenna ma także swój odpowiednik w absolutnej ciemności, z jaką muszą się zmierzyć osoby niewidome (osoby widzące nie umieją sobie wyobrazić takiej ciemności), oraz w absolutnym bezruchu, występującym u ludzi sparaliżowanych. Pustka jest zatem doznaniem wielozmysłowym. Oczywiście wciąż trzeba pamięta o wszystkich znaczeniach metaforycznych pustki, dzięki którym możliwe jest obrazowe mówienie, o rzeczach doświadczanych przez umysł. Nie każdy jednak umie dostrzec obecność pustki. Beztroski, konsumpcyjny tryb życia niektórym mydli oczy. Świat wydaje się być przebogaty, pełen wszelakiego rodzaju dóbr. Co jednak kryje się za tym bogactwem, co znajduje się po drugiej stronie? Czy kiedykolwiek zdołamy pojąć tą wiedzę i dowiedzieć się tego ? Któż to wie, któż to wie